Jesień zbliża się wielkimi krokami... a nawet wali do drzwi zimnym powietrzem.
Pogoda nie nastraja pozytywnie, niby koniec lata a ja już z zapaleniem oskrzeli uziemiona w domu.
Póki nie mam możliwości wybrać się na jesienne łowy w osiedlowej kwiaciarni zakupiłam wrzosy, od razu w kuchni weselej. Do pozowania chętne były również własnoręcznie zbierane i ususzone grzybki, poniekąd winowajcy mojej infekcji.
Chcę Wam również pokazać trochę pamiątek z węgierskich wakacji.
Z Mężem uwielbiamy Węgry, drugi rok z rzędu spędzaliśmy tam urlop. Klimat, winnice, lawendowe miasto, piękne widoki i ciepła woda Balatonu... Chętnie bym tam zamieszkała...
Oto sklep, który skradł moje serce....
I papryczki....
oraz masa glinianych cudeniek...
Pozdrawiam!!!










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz